Svako dobro Bosno i Hercegovino!

Na wstepie wybaczcie wszelkie mozliwe bledy, bije sie w piers za nieopanowanie polskiej ortografii, a nie mamy na kompie polskich znakow, ni slownika, ktory moglby za mnie dokonac korekty.
Po nocy spedzonej w Maluchu, kiedy na dworze temperatura niebezpiecznie zblizala sie do zerowej, pierwszy dzien w Sarajewie zaczelismy w barze rekomendowanym jako “nasza >>Bajka<<, ale bardziej nastrojowa”. Dwie sale oklejone bordowymi kafelkami, niklowane blaty przy scianach, na scianach lustra. Za niedomykajacymi sie drzwiami toalety “stopy stalina”. I sami mezczyzni, ktorzy juz przed 10 rano zasiadaja przy stolikach nakrytych bialym obrusem, z logo browaru Sarajevsko wyszywanym na rogach. Kazdy przy swoim stoliku, ze swoja szklanka, butelka i popielniczka. Czasem z gazeta, rzadziej ze znajomym i ze slowami rzucanymi od czasu do czasu miedzy stolikami. Przy sasiednim stoliku mezczyna przypominajacy W. Szpilmana, w dlugim plaszczu, o gestych brwiach, zadartych zlowieszczo do gory, z zafrasowana mina i ruchliwymi dlonmi, wygrywajacymi niepokoj na blacie. Pija od rana i patrza srogo na kobiete, co burzy ten ich meski swiat. Barman, jak i oni piecdziesiecioletni, tez jakby z ich swiata, ale dbajacy przy tym, zeby nikomu piwa na stole nie brakowalo, zeby utarg byl odpowiedni, donosi butelki i stawia nam na stole tacki, a na nich male filizanki do espresso, w srodku dwie kostki cukru, rondelki z gesta, czarna kawa po turecku i szklaneczki z woda.
Sarajewo jest dobrym miejscem.
Miastem islamu, ktory jest tu znacznie mniej widoczny i odczuwalny niz sie mozna spodziewac. Tylko minarety i nieliczne muzulmanki w chustach, zawieszone gdzies pomiedzy UE a Istambulem. W modnych ubraniach, rozlozystych spodnicach nalozonych na obcisle spodnie i kaszkiecie naciagnietym na chuste. W niczym nie przypominaja dunskiego drugiego pokolenia, starajacego sie dopasowac do standardow europejskich przedmiesc, blyskotek i tandetnych makijazy, goniacych za wizrunkiem kobiet z Mtv zgrzytajacym z tradycyjnym wyobrazeniem dobrze prowadzacej sie kobiety muzulamanskiej. Te tutaj wydaja sie godzic wartosci swojej tradycji z eurpoejskim lajfstajlem z wdziekiem i latwoscia.

Miastem naznaczonym komunizmem a la Tito, ktory nie lubil sie z Bogiem i trzymal wszystkich mocna reka, ale wtedy ludzie byli razem, bez przymiotnikow i przynaleznosci, a mlode, rockowe, nigdy nie wzeszle, gwiazdy z zespolu Vas Legas cover’uja dzis komunistyczne piesni z nostalgia za tym, co w zaczarowanym czasie przed wojna, gdy panowala milosc i harmonia. I choc nie pozbawione znakow ubostwa, i choc nadal kroluje tu volkswagen golf, widoczny na kazdej drodze, swiatlach i parkingach, to jednak nie jest tak dotkliwie smutne i beznadziejne jak na polskiej, czy slowackiej ziemi.

I Europa, ktora tu zaskakuje i dopada bardziej, niz by sie mozna spodziewac po “dzikich Balkanach”. W akcencie z jakim odpowiadaja po angielsku mlodzi ludzie i z twarzami mniej przeoranymi wojna i komunizmem, niz te nie nasze, polskie. W modzie ulicznej, swobodnej, nienaznaczonej postradziecka estetyka, rozswietlonych buitkach i kawiarniach na ulicy towarzysza marszalka Tita, wernisarzach w zaulkach pasazy w centrum miasta, gdzie do plastikowych kubeczkow leja piwo z plastikowych butelek i ogladaja wideoinstalacje, tysieczna wersje wariacji o balkanskiej wojnie lat dziewiedziesiatych oraz pojednaniu. A do tego kebaby, wypelnione dymem grilowanego miesa, zapach piekarni, na kazdym rogu serwujacych burki oraz tluste pity ze szpinakiem i ziemniakami.

Bosnia zdaje sie byc bardzo przyjemna mieszanka idei poludnia, wschodu i zachodu. ktora wyrazac sie moze w spotkaniu na malym skrzyzowaniu, gdzie polowa drog wspinala sie dzielnie pod strome gory, a druga polowa opadala w dol, waska, miedzy niskimi zabudowaniami i spadzistymi dachami krytymi czerwona dachowka. Gdy ze wszystkich stron rozbrzmiewaly chaotyczne i niezgrane spiewy muezzuinow zagadnieta dziewczyna z wygolona do polowy glowa, zapraszala nas do klubu, gdzie gra elektro i minimal.

Dj’ka polecila nam klubokawiarnie “Kino Bosna”, wczesniej kinoteatr “1 maj”, skupiajaca kulturalno-alternatywne zycie miasta. Gdy kilka lat temu w miescie, jak grzyby po deszcu, zaczely wyrastac multipleksy, lokalne kina po kolei plajtowaly. Sena, od ’68 roku bileterka i Nuno, kinooperator, zdecydowali sie zamienic charakter lokalu i otworzyli w nim klubokawiarnie. Troche podobna do “Galerii Off” polaczonej z “Iluzjonem”, z szablonami gwiazd bosniackiego kina odbitymi na scianach, z meblami pamietajacymi jeszcze czasy Tita, stolami okrytymi cerata w czerwono-biala krate i malymi lampkami rozswietlajacymi polmrok sali, poustawianymi na scenie i w tej czesci sali, z ktorej usunieto kinowe fotele. Na turkusowych scianach wisza malarskie ekspresje, z lososiowego sufitu zwisaja staroswieckie zyrandole, na deskach sceny mlodzi ludzie gawedza pijac piwo i palac papierosy rozsiadlszy sie w starych fotelach. W drugiej czesci sali kinowe fotele zostaly, bo w niedziele odbywaja sie tu seanse ambitnego kina, od czasu do czasu performance, raz w tygodniu na deskach sceny organizuje proby mloda grupa teatralna.

“Kinem Bosna”, gdzie wszyscy sie znaja, bo przychodza tu prawie codziennie, zarzadza Sena, niepozorna piecdziesieciolatka o powierzchownosci przemeczonej, zaniedbanej ciotki, ktora jednak pozostaje Matka wszystkich tu obecnych, chodzac od stolika do stolika, nad wszystkim i wszystkimi czuwajac, wiecznie majac pelne rece roboty, przyciagnela juz nawet ekipy filmowe z Hiszpanii i Wloch, ktore chcialy o niej robic filmy.

Ivana, zagadnieta o squaty, polecila nam to “Kino” jako potencjalne miejsce do przenocowania. I rzeczywiscie, Matka, zapytana, czy mozemy zostac na noc, zaprowadzila nas na zaplecze, gdzie za kabina projekcyjna, w ktorej stoja stare, ogromne projektory filmowe “Iskra”, miesci sie maly pokoik oblepiony zdjeciami wlascicielki z bywalcami kawiarni, zastawiona durnostojkami i filizankami, z lozkiem i czysta posciela, gdzie zwykli nocowac przybysze z dalszych stron, czy przyjaciele miejsca, ktorzy popadli tymczasowo w klopoty mieszkaniowe. Zasypiajac slyszelismy zza sciany pobrzekiwania pianina, gdy ostatni goscie, niespiesznie wypraszani z knajpy, dopijali piwa.

Sarajewo nas wciagnelo i z dwudniowego pobytu przeciagnelo sie do tygodnia. Codziennie powtarzalismy ze wyjedziemy jutro, zeby kolo 15.00 uznac, ze chyba jednak pojutrze. Wreszcie oderwalismy sie od Warszawy i zatopilismy sie w nowej rzeczywistosci.

Na poranne kawy wybralismy bar tuz obok “Kina Bosna”, ktorej wlasciciel, otyly i od rana rozprawiajacy z klientami znad talerza tlustych mies, szczyci sie faktem jakoby byl jednym z najblizszych przyjaciol Emira (od calkiem niedawna prawoslawnego Nemanji) Kusturicy jeszcze z czasow podstawowki. Ten zreszta nie cieszy sie w Bosni popularnoscia. Zdaniem wielu konwersja jaka przeszedl, sklaniajac sie ku serbskiej stronie jest zdrada zaslugujaca na najwyzsza pogarde. Urodzony dwie ulice stad, za mlodu dorabiajacy noszac wegiel i palace w piecu w Kinotece Bosni i Hercegowiny, mieszczacej sie w tym samym domu co “Kino Bosna”, zwykl w niepozornym barze stolowac sie podczas wizyt w Sarajewie. Podobnie jak Dario Dzamonja Daco, “bosniacki Bukowski”, ktory swe awanturnicze zycie, pijaka-biedaka-artysty skonczyl w czterdziestej szostej wiosnie wykonczony nalogami. Kawiarnia, znana z jest z lewicowej orientacji. Do kawy podaja tu cukier w saszetkach z logo parti socjal-demokratycznej SDP, a, otoczonych czcia, komabtantow II wojny swiatowej, witaja tu, partyznackim zwyczajem, przykladajac piesc do skroni, ze slowami “smrt faszisti!”.

W Sarajewie chcielismy zobaczyc kilka swiatyn tego multiulturowego miasta, ale do meczetu nas nie wpuscili, a w kosciele katolickim i jednej z najwiekszych cerkwi na Balkanach oltarze pozaslaniano rusztowaniami i folia malarska. Wyprawilismy sie do, zbombardowanego w czasie wojny, palacu gorujacego nad miastem, zobaczylismy kilka cemantarzy. Chodzilismy po kretych uliczkach, miedzy rozpadajacymi sie chalupami, nowo zbudowanymi domami jednorodzinnymi z nieotynkowanego pustaka, krazylismy wsrod mieszanki architektonicznej, oblazacych z farby, wplywow Cesarstwa Austro-Wegierskiego, Imperium Osmanskiego i socrealizmu. Po czaszriji, najstarszej czesci miasta, krazylismy w poszukiwaniu tanich barow, miedzy sklepikami z masieznymi wyrobami, bizuteria i innymi straganami, ktore przeslonily wszystko, co mozna by chciec zobaczyc w najstarszej czesci miasta. Sklepy pelne byly orientalizujacych ubranek, ktore nosi pol Warszawy i innych miast Europy bardziej na zachod, a ktorych nie nosi tu nikt. Sprzedawcy jednak pewnie przewidzieli, ze turystki jeszcze chetniej beda kupowac orientalizujace ciuszki przywiezione z “orientalnego” kraju. Stracilismy caly nasz dobytek, zostajac w tych ubraniach, ktore mielismy na sobie, co jednak doprowadzilo nas do odkrycia, ze fotele w naszym aucie da sie rozlozyc jeszcze bardziej, gdy nie ma bagazu na tylnim siedzeniu, a wtedy sen staje sie znacznie bardziej komfortowy.

Ostatnia noc, na ktora czekalismy w Sarajewie, to poniedzialkowe koncerty “sevdah”. Kiedy przed 10 weszlismy do Kina w powietrzu czuc bylo podekscytowanie. Choc zazwyczaj trudno tu o wolny stolik, w poniedzialek sala zapelniona byla po brzegi. Goscie obsiedli scene, zapelnily sie rzedy kinowych foteli, w damskiej lazience ustawila sie kolejka, a dziewczeta zerkaly kontrolnie w, pomazane markerami, lusterka. W glownej sali unosil sie gwar, smiechy, podniesione glosy, a powietrze spowijal gesty dym papierosowy, od ktorego kolorowe sciany zblakly i stracily kolor.

Dla spotkanych przez nas ludzi palenie papierosow w miejscach publicznych bylo zreszta symbolem wolnosci i bosniackiej kultury, ktorych przeciwienstwem byla Unia Europejska. Zdominowana przez kapitalizm, karty kredytowe i niewolnictwo duchowe, wypierajaca tradycje narodowe, jawila sie jako zagrozenie dla bosniackiej tozsamosci. “Palenie jest nasza tradycja. Moj ojciec palil, moja matka palila, palila moja siostra i ja tez pale. Unia Europejska zakazujac palenia w miejscach publicznych stala by sie wrogiem naszej tradycji.” – perorowal Edo. Faris, od lat bywalec amsterdamskich lokali, przelozyl kolejna wizyte na nastepny rok. “Amsterdam, w ktorym od niedawna nie mozna palic, to juz nie jest Amsterdam. Nie chce go widziec takiego i nie chce wychodzic na mroz na papierosa. Pojade na wiosne, bede spedzal czas na dworze. Tego, co sie tam dzieje nie nazywam juz kapitalizmem. Nazywam to faszyzmem!”. Inni tlumaczyli: “Nie mysle o Unii, tak jak nie mysle o szatanie. Wole myslec o Bogu”. Wszyscy podzielali nadzieje, ze Unia Europejska nie wchlonie ich kraju.

Tymczasem w sali pojawili sie muzycy. Pieciu mezczyzn kolo piecdziesiatki, trzy gitary, akordeon i wokalista. Stajac miedzy zatloczonymi stolikami i zaczyeli grac. Piosenki muzyki “sevdah” maja czasem po kilkaset lat, zawsze powazne, mowia o nieszczesliwej milosci, lub o czci oddawanej matkom. “Da sem ptica” melodia przyniesiona na te ziemie wraz z nadejsciem Turkow, powedrowala z nimi do Hiszpanii, gdzie wzbogacona przez muzyczne wplywy Zydow sefardyjskich wrocila do Bosni. Rozlegaja sie pierwsze dzwieki, muzycy zaczynaja spiewac: “Gdybym urodzila sie i miala skrzydla oblecialabym cala Bosnie…”. Dzwieki muzyki zaraz nikna wsrod glosow rozspiewanego tlumu, gwizdow i oklaskow. Sala wypelnia sie spiewem dziesiatek ludzi. Podczas refrenow zrywaja sie od stolikow, wznosza rece do gory. Gdy muzyka cichnie, pojedyncze glosy przeciagaja jeszcze ostatnie slowa piosenki. Muzycy koncza wystep, sala znowu zapelnia sie gwarem rozmow, tylko przy niektorych stolikach nadal jeszcze slychac przyspiewki.

Kiedy wychodzilismy ostatniej nocy z “Kina Bosna” (do miejsca zawitali nowi goscie z Wloch, ostatnia noc postanowilismy spedzic wiec w naszym, jakze przestronnym teraz Maluszku) wial silny wiatr, zrywajac z platanow jesienne liscie. W ksztalcie podobne do lisci klonu, lecz przeszlo trzy razy wieksze, spadaly z glosnym szelestem na opustoszala ulice.

Nastepny dzien, po raz koejny mial byc ostatnim. Rano chcielismy tylko jeszcze odwiedzic second handy, zeby uzupelnic garderobe i zlozyc zeznanie na policji (dzieki uprzejmosci polskiej tlumacz przysieglej, ktora zgodzila sie nas wesprzec w kontakcie z mowiacymi tylko po bosniacku funkcjonariuszami). W sali (troche pachnacej wedlug mnie wiosna i nadzieja, a wedlug L. klejem i dymem) palili papierosy, gawedzili i zartowali, z rzadka zadajac nam pytania. Na koniec powiedzieli, ze raport poswiadczajacy kradziez mozemy odebrac dopiero jutro, wiec Sarajewo wessalo nas na kolejny dzien. Jutro juz na pewno wyjedziemy.

 

About these ads

Tagi: , , ,

Odpowiedzi: 3 to “Svako dobro Bosno i Hercegovino!”

  1. mamaagn Says:

    Super, to juz, jak i relacja z tego szamanizmu na stadionie, jest reportaz z prawdziwego zdazenia, ciekawie napisane, zywo i porywająca, tak trzymac, moi drodzy, piszcie duzo koniecznie, bo te chwile sa tak ulotne, w pamieci zostaja co prawda, ale nie tak, jak sie je zapisze na goraco. Mialam zal do L.,ze nie spisal swoich wrazen z Gruzji, kiedy byl tam w srodku nowozytnej historii o ktorej juz sie czyta i beda czytac Wasze, mam nadzieje dzieci. I koniecznie wyciagajcie wnioski z tego co sie zdarzylo, tak ku przestrodze. A tak wogole, to czemu taka konspiracja i tylko pierwsze litery Waszych imion, przyblizcie mi idee, bo nie rozumiem. A muzyka, ktorej sluchaliscie- „serdah”, podczas moich tegorocznych wakacji w Bulgarii, z braku radia i innych rozrywek po zapadnieciu zmroku (wczesnie- bo jesiennie), towarzyszyla mi co wieczor, moze w bulgarskim wydaniu, ale taka sama. Zachwycalam sie, ze u nich folk to nie sa stare babcie ani panstwowe zespoly piesni i tanca, tylko wspaniala, ludowa w nowoczesnym pojeciu, muzyka z etnicznymi korzeniami i tradycjami. Zresztą fascynacje wczesniejsze L.-Dikanda itp. to tez jest to. Zazdroszcze Wam, ze tak mozecie dotykac ta Europe i gdzies widze odbicie „Exils”. Trzymam kciuki za Was i pozdrawiam goraca

  2. Marytka Says:

    Moi Drodzy, sprawiliście mi niesamowitą przyjemność, przerwa śniadaniowa w zamglonej Warszawie zamieniła się w spacer po Sarajewie. Dziękuję i proszę o więcej.

  3. tygrys Says:

    super sie czyta wasza relacje. zazdroszcze podrozy i tego wieczoru w klubokawiarni z sevdah…powodzenia!

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

%d bloggers like this: